Dla nas to była oficjalna wizyta

Publikacja w serwisie: 28 August 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce

Z Andriejem Jewsiejenkowem, szefem Służby Prasowej Administracji Obwodu Smoleńskiego, świadkiem wydarzeń z 10 kwietnia, rozmawia w Smoleńsku Piotr Falkowski

Jak wyglądały przygotowania do wizyty prezydenta Polski? Czy różniły się jakoś od przygotowań do wizyty premierów Donalda Tuska i Władimira Putina 7 kwietnia?
- Przygotowania niczym się nie różniły od przygotowań do wizyty premiera Tuska. To były wspólne przygotowania, wszystkie służby pracowały na zabezpieczenie wizyty dwóch premierów, premiera Putina i premiera Tuska, i jednocześnie trwały przygotowania do wizyty pana Kaczyńskiego. To znaczy przygotowaniami do wizyt zajmowali się ci sami ludzie, była utworzona ta sama grupa robocza w Moskwie i w Smoleńsku, która przygotowywała obydwie te wizyty. Żadnych różnic nie było. Ten sam transport, ta sama ochrona, dosłownie wszystko tak samo.

A więc traktowaliście te wizyty jako oficjalne, nie prywatne, jak uważa MSZ Rosji?
- Przygotowujemy się do przyjęcia przedstawicieli państwa, reprezentacji kraju.

Jak miało wyglądać powitanie polskiej delegacji na lotnisku?
- Zgodnie z protokołem delegację witają przedstawiciele prezydenta. Był pełnomocnik prezydenta Georgij Połtawczenko, i on reprezentuje prezydenta, przyjechał z Moskwy. Oczywiście w delegacji powitalnej jest najwyższy przedstawiciel regionu, do którego przybywa prezydent innego kraju, i jest to gubernator. Gubernator również był na lotnisku. I oczywiście przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych i z ambasady RP.

Jakie służby były wtedy w pogotowiu?
- Służba Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, strażacy oraz pogotowie. I oczywiście te wszystkie służby, które są zawsze konieczne do zapewnienia bezpiecznego lądowania i kierowania ruchem po wylądowaniu.

Jak witający na lotnisku zorientowali się, że coś się wydarzyło?
- Gubernator razem z przedstawicielem prezydenta, który był na lotnisku, dziwili się z powodu warunków pogodowych, mgły, która się nagle pojawiła, dosłownie w ciągu pół godziny widzialność pogorszyła się do minimum. Że samolot się rozbił, dowiedzieli się od dyspozytora, który powiedział, że samolot zniknął z radarów. Oni słyszeli tylko taki głuchy trzask, w znacznej odległości, około jednego do dwóch kilometrów. Ale nic nie widzieli, bo była mgła, duża mgła – widoczność na jakieś dwadzieścia metrów. A potem przyszła informacja od ludzi, którzy byli bliżej miejsca katastrofy, o tym, że samolot się rozbił.

Kto był pierwszy przy wraku?
- Pojechała tam straż pożarna, po minucie, półtorej. Pojechał też gubernator razem z Połtawczenką. Byli na miejscu dosłownie po 2-4 minutach.

A kiedy Pan znalazł się na miejscu tragedii?
- Ja byłem wtedy w Katyniu. Ale przyjechałem w ciągu około piętnastu minut.

Proszę opisać, co Pan widział.
- Widziałem fragmenty ciał, to były okropne obrazy, coś strasznego. Nie daj Panie Boże, komukolwiek to zobaczyć, to był przerażający widok.

Czy widział Pan ciało prezydenta Polski?
- Nie. Tam trudno było cokolwiek rozpoznać. Oczywiście znam twarz prezydenta Kaczyńskiego, był u nas przecież tyle razy. Ale proszę zrozumieć, że w tych warunkach, kiedy jeszcze dookoła walają się szczątki samolotu, gdzie coś się pali, gdzie pracują służby ratownicze i dochodzeniowe nie było mowy o rozpoznawaniu. Nie można było dojść do tego, kto jest kim.

Czy ktoś próbował szukać żywych?
- Tak, próbowano szukać żywych w samolocie. Ale nie było żywych. Pogotowie przyjechało i odjechało. Byli przecież lekarze z lotniska na dyżurze. Od razu uruchomiono też karetki pogotowia z najbliższych szpitali i przyjechały na miejsce. Ze smoleńskich szpitali miejskich, razem trzech. Ale tam już nie było kogo ratować. Sami rozumiecie, że nie było nadziei na to, żeby ktokolwiek przeżył.

Kto kierował akcją?
- U nas w takich przypadkach kierownictwo przechodzi w ręce urzędników Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych. A więc był to naczelnik naszego obwodowego oddziału tego ministerstwa. Potem przejęły to organa śledcze – z naszej smoleńskiej prokuratury, a także z sąsiednich rejonów, skąd na pomoc przyjechali prokuratorzy. Jeszcze tego samego dnia przyleciał z Moskwy prokurator Bastrykin, przewodniczący Komitetu Śledczego Prokuratury Generalnej z Moskwy.

Co się działo z ciałami ofiar po oględzinach przez prokuratorów? Czy to prawda, że leżały w błocie?
- Ciała nie leżały w błocie. Najpierw przybywa prokurator, robi oględziny, zdjęcia, potem przenoszą ciała na specjalnie przygotowane suche miejsce wyścielone folią. Na tę folię rozkłada się fragmenty ciał. Za pieniądze z obwodowego budżetu zakupiono trumny, do których zaraz je chowano.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowa odbyła się w siedzibie gubernatora obwodu smoleńskiego w sali, w której bezpośrednio po katastrofie polskiego samolotu zorganizowany został sztab kryzysowy służb ratowniczych. Nasz rozmówca był odpowiedzialny za przekazywanie informacji obecnym dziennikarzom.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100828&typ=po&id=po31.txt

28 sierpnia 2010

Oceń artykuł:
(2.67)
głosów: 3

Komentarze są zablokowane.

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters